Pinsa Romana to owalny, wysoko wyrośnięty placek z Rzymu, chrupiący na zewnątrz i lekki w środku, przez ostatnie lata robiący we włoskiej gastronomii zawrotną karierę jako „lepsza, lżejsza pizza”. Ma przy tym historię, jakiej pozazdrościłby jej niejeden produkt regionalny: sięgającą starożytnego Rzymu, potwierdzoną cytatem z Wergiliusza i porządną łacińską etymologią. Kłopot w tym, że tę historię wymyślono na początku XXI wieku – i przyznał to sam autor.
Opowieść powtarzana przez większość włoskich portali kulinarnych umieszcza narodziny Pinsy w I wieku p.n.e. Rzymianie mieli wypiekać wydłużone placki z mieszanki różnych zbóż – jęczmienia, farro i prosa – soli i wody, pieczone bezpośrednio na węglu. Jako dowód przywołuje się VII księgę Eneidy, w której wygłodniali po podróży z Troi Eneasz i jego towarzysze zostają ugoszczeni wielkim, wydłużonym plackiem zamiast okrągłej Focacci.
Sama nazwa miałaby pochodzić od łacińskiego czasownika pinsere, czyli rozgniatać, ubijać, rozciągać – co opisuje albo obróbkę ziarna, albo sposób formowania ciasta palcami. I to akurat jest prawda: czasownik istnieje i znaczy dokładnie to. Tyle że etymologia nazwy nie mówi nic o wieku produktu, a jedynie o tym, że ktoś dobrze wybrał słowo – w żadnym tekście łacińskim nie występuje słowo „pinsa” w dzisiejszym znaczeniu.
Warto też zajrzeć do samego Wergiliusza, bo cytat jest naciągnięty. W VII księdze Trojanie zjadają nie tyle poczęstunek od miejscowego króla, ile własne placki, których używali jako talerzy – i w ten sposób wypełnia się przepowiednia, że dotarli do celu, gdy „zjedzą własne stoły”.
Udokumentowana historia jest krótsza, ale ciekawsza, bo obejmuje cztery pokolenia rzymskich piekarzy.
Zaczyna się od dziadka Settimina, który podczas I wojny światowej, przy chronicznym braku drożdży, eksperymentował z fermentacją ziół zbieranych na polach. Jego syn Domenico rozwinął rodzinny biznes handlowy, a do pieczenia wrócił wnuk, Corrado Di Marco. W latach 70. zaczął pracować nad nowym ciastem, zainspirowany wspomnieniem babci, która wypiekała wydłużoną focaccię, żeby sprawdzić temperaturę pieca. Zastąpił smalec oliwą, wprowadził zakwas (pasta madre), dobrał mieszankę mąki pszennej, sojowej i ryżowej i wydłużył fermentację do 72 godzin. W 2001 roku opatentował gotowy produkt i zarejestrował znak towarowy Pinsa Romana.
Dorobił do tego antyczną opowieść, którą ostatecznie sam zdezawuował. Po ponad dwudziestu latach Corrado Di Marco oświadczył, że historia o rzymskim rodowodzie, choć chwytliwa, nie miała żadnego uzasadnienia historycznego – i że zarówno recepturę, jak i marketing oparty na starożytności stworzył od podstaw.
Historia Pinsy pisze się jednak sama całkiem od nowa, bo 11 marca 2025 roku włoskie Ministerstwo Rolnictwa wpisało Pinsa Romana na listę Prodotti Agroalimentari Tradizionali regionu Lacjum – produktów tradycyjnych, wytwarzanych w sposób niezmienny od co najmniej dwudziestu pięciu lat.


