Bleu d’Auvergne można bez przesady określić mianem Roquefort’a dla ubogich. Od dnia swoich narodzin był produktem świadomie zaprojektowanym – stworzono go dopiero w połowie XIX wieku, a jego historia ma konkretnego autora i datę, co wśród francuskich serów jest rzadkością.
Około 1850–1854 roku młody rolnik Antoine Roussel, gospodarujący około 40 km na zachód od Clermont-Ferrand, zauważył, że tam gdzie na skrzepie pojawiała się niebieska pleśń, ser miał ciekawszy, pikantniejszy smak. Zaczął eksperymentować: przenosił pleśń z chleba żytniego do twarogu i przekłuwał kręgi igłami, by wprowadzić powietrze – dzięki tlenowi pleśń mogła rosnąć wewnątrz sera, tworząc równomierne niebieskie żyłkowanie. Po serii prób opracował powtarzalną metodę, a jego ser szybko rozpowszechnił się w Owernii i całej Francji jako tańsza, krowia alternatywa dla Roqueforta.
Wytwarzać go można z krowiego mleka ze wszystkich apelacji Owernii – górzystego regionu w środkowej Francji, gdzie wysoko położone pastwiska, chłodny klimat i naturalne groty stworzyły idealne warunki dla serów pleśniowych. Własną apelację AOC Bleu d’Auvergne otrzymał w 1975 roku, potwierdzoną później jako AOP w systemie unijnym. Ser nie leżakuje w jaskiniach jak Roquefort, ale w chłodnych, wilgotnych piwnicach, a sprzedaje się go już po miesiącu dojrzewania, przez co jest serem dość łagodnym – kremowym, maślanym, z lekko pieprzną nutą, znacznie mniej słonym i intensywnym niż jego owczy pierwowzór. To czyni go serem bardziej przystępnym i „dla każdego”, głęboko jednak zakorzenionym w terroir Masywu Centralnego.


